Porady

House vs. Home – czyli jak stworzyć dom z domu.

W języku polskim nie ma takiego rozróżnienia, jak w angielskim. A szkoda, bo jest duża różnica między domem a powierzchnią mieszkalną.

Jak stworzyć dom z powierzchni? Wbrew pozorom może to stanowić spore wyzwanie.

Nie zawsze porządek wystarczy, nie zawsze też sprawę ułatwia. Sterylnie czyste mieszkanie potrafi bardziej przypominać biuro albo gabinet lekarski.

Absolutnie nie chodzi o to, żeby na siłę utrzymywać bałagan, a już na pewno nie brud. Porządek wokół generuje porządek w głowie i emocjach; i na odwrót – bałagan w domu czy w jakimkolwiek innym otoczeniu powoduje, że myśli też są nieuporządkowane, co z kolei wywołuje nerwowość. Sam brud dodatkowo może wywołać różne inne schorzenia. Także jak najbardziej należy sprzątać. Ale jeśli książka nie będzie na regale, a na stoliku obok łóżka, pilot od telewizora nie będzie leżał pod kątem prostym na stoliku w odległości dwóch i pół centymetra od obu jego krawędzi, żadna tragedia się nie wydarzy. Świat też nie stanie w miejscu, jeśli pozwolimy, żeby nieumyty kubek postał w zlewie przez noc.

Ale to, co tworzy dom i przytulną atmosferę znajduje się w innej sferze. To drobne rzeczy przywołujące pożądany nastrój, osobiste przedmioty, dodatki i dekoracje.

Przy planowaniu „przeprowadzki Warszawa” tego typu przedmioty zazwyczaj pakujemy na początku, żeby rozpakować je na końcu. I to się sprawdza. Nie powinno się natomiast traktować ich po macoszemu; są one ważne, żeby móc poczuć się jak u siebie, a nie jak w hotelu.

Pierwsza rzecz, jaka przychodzi do głowy, to firanki. Kiedy zawisną w oknach, pokój od razu wydaje się kompletny. Warto je powiesić nawet, jeśli są zamontowane rolety. Ale jeśli ich nie chcemy, można podobny efekt osiągnąć w inny sposób: wybierając rolety z jakąś dekoracją, rolety rzymskie, wieszając zazdrostki albo drobne lampki.

Koniecznie w domu powinna być co najmniej jedna roślina. Są takie, którym jest najlepiej, jak się o nich zapomni, więc naprawdę każdy może sobie na to pozwolić. Niektóre z nich dostarczają mnóstwo tlenu i dodatkowo oczyszczają powietrze, co też może mieć znaczenie, zwłaszcza, jak mieszkanie, do którego się wprowadzamy jest stare, albo jeśli dopiero skończyliśmy remont i wciąż unoszą się opary różnych chemikaliów.

Puste ściany nie wywołują pozytywnych emocji. Nawet, jeśli nie przepadamy za masą dekoracji, lub wydaje się, że styl, który wybraliśmy, nie pozwala na ich zastosowanie, warto powiesić choć jedną rzecz na ścianie – może to być obraz, plakat, zegar, ale nawet dekor w formie ramy zrobiony ze styropianowych albo gipsowych listewek specjalnie do tego przeznaczonych (sztukateria). Kosztują one grosze, a mogą być bardzo fajnym i wystarczającym akcentem.

Najważniejsze w tworzeniu domowej atmosfery są elementy osobiste. Dobrze powiesić albo postawić parę ramek ze zdjęciami. Nie muszą to być pozowane fotografie całej rodziny w odświętnych strojach. Nawet, jeśli będzie to zdjęcie z imprezy z najlepszymi przyjaciółmi, krajobraz z wymarzonej wycieczki, a nawet dobre selfie albo zrobione przez nas zdjęcie motyla na kwiatku – chodzi o coś, co będzie osobiste, „nasze”, co będzie przywoływać pozytywne wspomnienia. Poza zdjęciami takim osobistym akcentem mogą być różne pamiątki z podróży, z koncertów (nawet oprawione bilety), pocztówki, a nawet magnesy na lodówkę, które można przyczepić do każdej metalowej powierzchni; więc nawet, jeśli lodówka jest w zabudowie, można

je umieścić na drzwiach, metalowych osłonkach, na okapie, albo po prostu na tablicy magnetycznej.

Bardzo ważnym czynnikiem jest też światło. Nie każdy musi lubić świeczki, choć są bardzo nastrojowe. Dla niektórych jest to opcja tylko na wyjątkowe okazje i tak może pozostać. Można powiesić girlandę z cotton balls (albo kilka), ale i to nie musi się sprawdzić w każdym pomieszczeniu. Natomiast trzeba pamiętać, że moc i rodzaj światła jako takiego ma bardzo duży wpływ na jakość funkcjonowania i na samopoczucie.

Gołe żarówki sprawdzą się tylko w mieszkaniach w stylu industrialnym (loftowym), najlepiej takie imitujące stare wzory. Ale poza tym jednym przypadkiem lepiej mieć dobrane abażury albo żyrandole. Mogą one czasem wpłynąć na moc i kolor światła, warto więc brać to pod uwagę wybierając żarówki. Za zimne światło da efekt korytarza szpitalnego. Za ciepłe zrobi z pokoju małe piekiełko. Zarówno jedno jak i drugie źle wpływają na samopoczucie. Zimne światło bardzo męczy oczy, pobudza. Zbyt ciepłe również męczy ale też usypia, otępia. Najlepiej (ze względów zdrowotnych) wybierać światło neutralne, czyli od 5000 do 6500 kelwinów. Oznaczenia na żarówkach się różnią, czasem jest podział tylko na ciepłe i zimne, czasem jest uwzględnione neutralne, ale zawsze jest podana ilość kelwinów – i to tą wartością należy się kierować. Chłodne światło (powyżej 6500 kelwinów) może się sprawdzić najwyżej w łazience, ale jeśli będzie się w niej robić makijaż, to też nie zda egzaminu. Jeśli bardzo zależy nam na wyrazistej barwie światła w domu, lepiej postawić na ciepłe (poniżej 5500 kelwinów) , ale też nie należy z tym przesadzać. Ciepłe światło dla stworzenia nastroju lepiej ograniczyć do małych lampek, sznurów dekoracyjnych czy choćby właśnie do cotton balls.

Ostatnią kwestią jest zapach. Każdy lubi, jak w mieszkaniu ładnie pachnie. Czasem jednak z kuchni wydostają się za ostre zapachy, coś przebija z kanalizacji albo zepsuje się w śmietniku. Zapach środków czyszczących szybko się ulatnia, tak samo, jak naszych perfum, kosmetyków, a nawet płynu do płukania – same ubrania pachną nim dłużej, ale w powietrzu tego nie czuć. Dochodzi kwestia przyzwyczajenia – jeśli długi przebywamy w jakimś zapachu, po jakimś czasie przestajemy go czuć. Ale można utrzymać przyjemne zapachy dłużej, na kilka sposobów. Odświeżacze w sprayu to nie wszystko (choć potrafią uratować sytuację w razie awarii). Jeśli lubimy świeczki, możemy wybrać te zapachowe, oczywiście lepszej jakości. A zapachów jest multum, łącznie z przysłowiową już rosą we mgle. Może to być zapach wybranych owoców, przypraw, kwiatów a nawet perfum. Trochę mniejszy wybór, ale nadal dość szeroki, jest wśród olejków zapachowych. Można nimi nasączyć drewniane kulki, potpourri, albo użyć w kominku – w zależności od zamierzonego efektu. Same odświeżacze są też w innych formach, niż spraye. Aerozole z timerem są obecnie dostępne w różnych ozdobnych formach, są też wkłady elektryczne z regulacją mocy. Można też wypróbować różne kadzidła. Te gorszej jakości potrafią być duszące, a ich zapach nie utrzymuje się długo. Ale jeśli wiemy, gdzie szukać, dobre, oryginalne kadzidełka choć droższe, nasączone tylko naturalnymi olejkami i skręcone z roślinnych składników nie duszą, a zapalona jedna gałązka potrafi nasączyć całe mieszkanie na wiele dni. Godne uwagi są odświeżacze w formie olejków w małych, szklanych buteleczkach, do których wkładamy drewniane, czasem bambusowe patyczki (na dobrą sprawę sprawdzą się też zwykłe wykałaczki do szaszłyków albo patyczki do ciasta). Wyglądają elegancko, niepozornie, pasują w zasadzie do każdego wystroju, a aromat ulatnia się kilka tygodni, nie jest zbyt intensywny, ale na tyle, że go czuć, zwłaszcza, jak jesteśmy w pobliżu fiolki. Nawet, jeśli nie chcemy nic podłączać do prądu, stawiać na półkach, palić – nadal możemy codziennie zafundować sobie dawkę przyjemnego zapachu po prostu odkurzając. Odkurzacz sam w sobie wypuszcza dużo ciepłego powietrza, czasem o przykrym zapachu. Wystarczy wrzucić do worka (albo po prostu wciągnąć) przeznaczony do tego wkład . Można je znaleźć w tych samych miejscach, gdzie kupujemy worki do odkurzacza. Taki aromat samoczynnie rozprowadza się po całym mieszkaniu – a przynajmniej tam, gdzie akurat sprzątamy, utrzymuje się kilka godzin, a ponadto nie wymaga żadnego wysiłku i dobierania do wystroju. Wybór zapachów nie jest wielki, ale każdy znajdzie coś dla siebie. Warto wypróbować różne opcje, bo nawet, jeśli w sklepie jakiś zapach nam się spodoba, może okazać się, że w domu w ogóle się nie sprawdzi.

Urządzając dom warto zastosować przynajmniej kilka z tych wskazówek. Nie musi to być od razu widoczna „kobieca dłoń”, przecież mężczyźni też chcą się czuć dobrze u siebie w domu i cenią ciepło, elegancję albo po prostu estetykę. Na szczęście nie ma problemu, żeby wśród tych wszystkich dodatków znaleźć te typowo „męskie”.

Autor: Katarzyna Grochólska

Similar Posts